
Ludzie zrozumieli, że „racjonalna” to ta, która jest kierowana przez cyników, oszustów, kłamców, takich jak obecny prezydent, jak Donald Tusk i jego ferajną, która zostawił w Polsce jako swoją polityczną i moralną spuściznę.
Oglądając ich wstawiennictwo za Komorowskim, po raz pierwszy od ćwierćwiecza uświadomiłem sobie, że patrzę na ich twarze, na ich zachowanie, jako na osoby napawające obrzydzeniem.
– Bronisław Komorowski jest bankrutem politycznym – powiedział w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl prof. Bogusław Wolniewicz. Głosowaniem w pierwszej turze przeważająca część polskiego społeczeństwa powiedziała Platformie Obywatelskiej, że ma dosyć krętactw, kłamstw, pustych obietnic, arogancji i dzielenia rodaków przez jej członków i medialnych sług, na „Polskę racjonalną” i „Polskę radykalną”
Ludzie zrozumieli, że „racjonalna” to ta, która jest kierowana przez cyników, oszustów, kłamców, takich jak obecny prezydent, jak Donald Tusk i jego ferajną, która zostawił w Polsce jako swoją polityczną i moralną spuściznę. Pod wieloma względami zdemoralizowaną. Jej jedynym celem jest utrzymanie się przy władzy. Co nie jest już polityką, lecz dbaniem o własne interesy. Indywidualne i partyjne. Bez żadnych hamulców. Kanonem prawdziwej polityki jest dbanie o dobro wspólne. W tym sensie polityka nigdy nie była fundamentem działania środowiska związanego z Platformą. Jej liderzy, którzy narzucili ten model swoim wszystkim członkom, zawsze kierowali się zdegenerowaną postacią polityki – jako praktycznym środkiem do zdobywania pozycji społecznej i materialnych dostatków za parawanem rzekomej polityki.
Po ponad siedmiu latach polskie społeczeństwo zobaczyło wreszcie, że ten rząd, ten prezydent, ta przeważająca w parlamencie część, nie jest żadną realną strukturą, służąca narodowi, lecz parawanem, za którym kryją się pozbawieni moralnych zasad cwaniacy, oportuniści, karierowicze, ludzie mali, a niektórzy nawet podli.
Po swojej klęsce wyborczej – najpierw miał przecież jako zwycięzca zakończyć wybory po pierwsze turze, a potem, kiedy to okazało się raczej niemożliwe, miał wedle sondaży wygrać pierwszą turę z dużą przewagą – wezwał na ratunek sobie podobnych. Adama Szejnfelda i Radosława Sikorskiego.
Oglądając ich wstawiennictwo za Komorowskim, po raz pierwszy od ćwierćwiecza uświadomiłem sobie, że patrzę na ich twarze, na ich zachowanie, jako na osoby napawające obrzydzeniem. Tak jak kiedyś, w czasach PRL, patrzyłem na różnych sekretarzy Komitetu Centralnego partii, na małych i dużych kacyków komunistycznych i ich intelektualne opoki – Urbana, Górnickiego, Rakowskiego, Kraśko i dziesiątki innych. Że obecni liderzy PO i jej medialni szermierze nie różnią się wiele od tamtych partyjnych zombiaków sprzed lat. Że dzisiejszym – jak tamtym – z wnętrza wypływają jakieś brudy moralne, jakieś kłamstwa i rysują ich fizjonomie, przekształcając je w maszkary, które próbują ukryć maskowaniem. Raz udawaną sympatią, innym razem ironicznymi uśmiechami, ale najczęściej nadętą powagą i rzekomą troską o Polskę.
Nie chcę odbiorców tego tekściku zanudzać przypominaniem dorobku obydwu asów Platformy. Powiem krótko. Nie jest on dla nich korzystny. Proszę pozwolić, że poprzestanę na anegdocie.
Przychodzi facet do apteki. – Przepraszam pani magister, czy może ma pani truciznę na teściowe? – zaczął. – Owszem, jest. Receptę pan posiada? – pyta aptekarka.
Facet sięga do bocznej kieszeni marynarki, wyciąga z niej fotografię, pokazuje farmaceutce i pyta: – A zdjęcie nie wystarczy?
Jerzy Jachowicz
Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.







