Ludzie chcą zmian, chcą zmiany wójta
![]()
Bulwersujące jest również to, że grzywnę za niewykonywanie prawomocnego wyroku sądu, wójt zapłaci ze wspólnego budżetu wszystkich mieszkańców gminy.
Grażyna Stalmach – zdymisjonowana dyrektor Szkoły Podstawowej w Nowym Rybiu - o bezprawnych działaniach wójta gminy Limanowa.
K: Jak Pani ocenia działania wójta po ogłoszeniu wyroku przez WSA w Krakowie?
Grażyna Stalmach: Wójt w ogóle się tym wyrokiem nie przejął, tak jakby się nic nie stało. Najwyraźniej nie ma zamiaru realizować postanowień prawomocnego wyroku sądu administracyjnego.
K: Nie przywróci Pani na stanowisko dyrektora?
GS: Dobrowolnie na pewno nie, gdyż już po ogłoszeniu wyroku odbył się konkurs i został przez wójta powołany nowy dyrektor. Jestem mocno zaskoczona takim obrotem spraw, ponieważ wójt nie zgadzając się z wyrokiem miał przecież możliwość jego zaskarżenia, czego jednak nie uczynił.
K: Co Pani zdaniem zadecydowało o tym, że została Pani zdymisjonowana przez wójta gminy?
GS: Na pewno nie merytoryczne przesłanki, co potwierdził sąd. Sądzę, że może chodzić o rozgrywki personalne. Wygrała osoba ze środowiska wójta, co jest bardzo wymowne.
K: Podobno był konflikt o dożywianie? Żywność nie była dostarczana na czas?
GS: To nie był konflikt, a jedynie jeden z licznych propagandowych chwytów stosowanych wobec mojej osoby w tamtym okresie. Miały one uzasadnić lokalnej społeczności usunięcie mojej osoby ze stanowiska, a zarazem stworzyć pozory legalności zarządzenia o moim odwołaniu.
K: Jak żyć w takiej gminie gdzie wójt stawia niepotwierdzone zarzuty? Gdzie konfabulacje są normą?
GS: W moim przypadku wąska grupa osób, tzn. pięć mam uczniów szkoły, napisała do wójta niczym nie popartą skargę, a wójt przyznał im rację, jednocześnie nie zapoznając się z moim stanowiskiem. Następnie poinformował mnie, że albo złożę rezygnację, albo mnie sam odwoła. W moim odczuciu wpływ na moje odwołanie mógł mieć fakt, że zawsze samodzielnie kierowałam polityką kadrową szkoły, do czego zobowiązują przepisy prawa oświatowego, nie ulegając presji związanej z zatrudnianiem konkretnych osób. Bezpośrednio przed odwołaniem nie przedłużyłam kończącej się umowy jednego z nauczycieli. Co ciekawe ten nauczyciel nadal pracuje w szkole, a ja bezprawnie zostałam usunięta ze stanowiska. Bulwersujące jest również to, że grzywnę za niewykonywanie prawomocnego wyroku sądu, wójt zapłaci ze wspólnego budżetu wszystkich mieszkańców gminy.
K: A mamy mogły być przez kogoś inspirowane do napisania takiego listu do wójta?
GS: Trudno powiedzieć. Były oburzone, że nie chciałam przedłużyć umowy wspomnianemu nauczycielowi, ale ja kierowałam się wyłącznie dobrem dzieci i szkoły, a nie lokalnymi układami. Potem wyszukiwały szereg innych argumentów, które nie miały żadnego sensu. Zaczęłam tak mocno to wszystko przeżywać, że zasłabłam i rozcięłam głowę. Od kiedy zostałam dyrektorem tej szkoły zajmowałam się jej sprawami od rana do nocy. Jak zostało mi powierzone stanowisko dyrektora 12 lat temu, to szkoła była w bardzo kiepskim stanie. Obecnie wystarczy chociażby spojrzeć na budynek i teren wokół szkoły, żeby zobaczyć ile serca i energii poświęciłam tej szkole. Bardzo przeżyłam wszystko to, co się w ostatnim czasie zdarzyło. Byłam na rocznym urlopie dla poratowania zdrowia.
K: Decyzja wójta doprowadziła do tego, że poniosła Pani uszczerbek na zdrowiu. Będzie Pani dochodzić odszkodowania z tego powodu?
GS: Tak, już podjęłam odpowiednie kroki prawne. Ponadto wezwałam wójta do usunięcia naruszenia prawa związanego z odbytym już konkursem i powierzeniem stanowiska dyrektora innej osobie. Poinformowałam o tym także wojewodę, który w trybie nadzorczym sprawdza działania wójta. W sądzie pracy będę dochodzić przywrócenia na stanowisko i odszkodowania za bezprawne odwołanie. Niezależnie od tego wrócę od września do pracy w szkole jako nauczyciel.
K: Odwoływała się Pani od zarządzenia o zdymisjonowaniu z funkcji dyrektora?
GS: Złożyłam skargę do sądu administracyjnego, wcześniej wzywając wójta do usunięcia naruszenia prawa, do którego w ogóle się nie odniósł. Sąd administracyjny stwierdził wyrokiem, że wydane przez wójta zarządzenie o moim odwołaniu jest nieważne w całości, co zobowiązuje do przywrócenia mnie na stanowisko.
K: Jak nauczyciele i rodzice przyjęli tę decyzję?
GS: Otwarcie nikt nie chce jej komentować. Nauczyciele pewnie boją się o pracę. Jednak w prywatnych rozmowach od wielu osób otrzymuję słowa wsparcia.
K: Czyli jesień wyborcza może przynieść pozytywne zmiany?
GS: Tak. Myślę, że takie historie jak moja wiele mówią o obecnym wójcie.
K: A jakie nastroje społeczne panują w Nowym Rybiu?
GS: Ludzie chcą zmian, chcą zmiany wójta. Nie ukrywam, że ja też chciałabym zmian. Moja historia i zapadły w niej wyrok sądu pokazuje, że w naszej gminie liczą się tylko ci co mają władzę i znajomości, że zwykły człowiek tak naprawdę nic nie znaczy. Podczas poprzednich wyborów nie było żadnego kontrkandydata dla obecnego wójta. Gdyby tylko zdecydował się kandydować ktoś inny, to moglibyśmy liczyć na realne zmiany w naszej gminie.
K: Czyli mieszkańcy gminy dopatrują się szansy zmian w jesiennych wyborach?
GS: Kiedy byłam na ostatniej sesji rady gminy przekonałam się jak funkcjonuje gmina. Przewodniczący rady potrafi skołować osobę, zaatakować ją personalnie, a potem nie udzielić jej głosu, aby mogła się obronić. Żenujący jest sposób w jaki się traktuje mieszkańców, w jakim stylu część radnych odnosi się do nich, jakim językiem się posługuje. Mam na myśli chociażby stosunek niektórych radnych do Pani Górki i jej sprawy związanej z drogą. W naszej gminie nikt nie może się upomnieć o swoje prawa.
K: To taki typ demokracji jednokierunkowej - tylko włodarze mają prawo głosu.
GS: Tak. W przeciwnym razie pojawiają się groźby wezwania odpowiednich organów. Zachowanie Pana Oleksego – przewodniczącego rady gminy – było strasznie żenujące. W dowcipny sposób zachowanie przewodniczącego spuentował Pan Górka, stwierdzając, że gmina to nie jest kurnik. Wiem również, że ta sesja rady gminy i tak była bardzo spokojnie prowadzona.
K: Mam rozumieć, że Pan Oleksy chciał wezwać służby mundurowe przeciwko mieszkańcom, którzy dochodzą swoich praw?
GS: Rozmowa była prowadzona w sposób bardzo emocjonalny, skarga została ewidentnie źle przyjęta, ale przecież każdy ma prawo się wypowiedzieć i wyrazić swoją opinię. Gdy zostało zakomunikowane Pani Górce, że zostanie wezwana policja to była ona niestety zmuszona przerwać swoje wystąpienie, a następnie jej skarga została przegłosowana. Obserwując to byłam w szoku. Do tej pory myślałam, że rada gminy funkcjonuje w sposób normalny.
K: Pani Górka określiła ich „bandą chamów”.
GS: Tak, czytałam jej list otwarty na portalu internetowym. Po tych wszystkich wydarzeniach rozumiem jej dosadny język.




