Taki rejon powinien być mekką turystyki nie tylko polskiej, ale i europejskiej

Szczawnica to promocyjnie martwy region i zapewne ktoś ponosi za to odpowiedzialność .
Włodarze są zainteresowani wyłącznie sobą i losem swoich własnych rodzin, a najmniej mieszkańcami danego regionu.
Szczawnicą należy wyzwolić z rąk polityków, którzy nie mają żadnego pojęcia o podstawowych zasadach marketingu, a do tego zachowują się jeszcze jak przywódcy krajów totalitarnych - wywiad z Piotrem Tymochowiczem
K: Włodarze Szczawnicy wprowadzają nowatorskie – jak na lokalne realia – rozwiązanie, będzie można odpracować zadłużenie w ramach tzw. pracy za rachunki. Taka alternatywa to na pewno spora ulga dla tych, którym nie starcza od pierwszego do pierwszego. Z drugiej jednak strony, wprowadzenie takich rozwiązań sygnalizuje poważne problemy finansowe społeczności. Czy to nie jest kuriozalne, że tak biednie żyje się w turystycznej miejscowości?
Piotr Tymochowicz: To nietypowa sytuacja. Śmiało można powiedzieć, że to ewenement w skali Europy. Po pierwsze Szczawnica to jeden z najpiękniejszych rejonów Polski, a kto wie może i tej części Europy, nie wspominając o wodach uzdrowiskowych i walorach zdrowotnych. Taki rejon powinien być mekką turystyki nie tylko polskiej, ale i europejskiej. To sygnał, że nikt z włodarzy miasta nie potrafił tego regionu dobrze sprzedać, to sygnał, że kuleje coś, co wydaje się najważniejsze we współczesnym świecie - promocja regionu. Po drugie, w normalnym świecie jest tak, że jeśli dany region jest mekką turystyki, to korzystają na tym głównie mieszkańcy danego regionu. Jeśli mają kłopoty z płaceniem rachunków – to oznacza, że nikt tak naprawdę o nich nigdy nie zadbał. To przykre i żałosne zarazem.
K: W regionie podejmowane są również próby wdrożenia atrakcyjnych rozwiązań turystycznych, jak np. bezpłatny spływ przełomem Dunajca. To interesująca opcja, jednak w pewien sposób demaskuje wysoki stopień determinacji w branży turystycznej. Można postawić pytanie: na jak daleko idące upusty cenowe trzeba się decydować, by przyciągnąć turystów?
PT: Wspomniane rozwiązanie w moim przekonaniu stanowi bardzo dobre posunięcie marketingowe, które może być szczególnie docenione przez rodziny z dziećmi. Jednak ta indywidualna akcja nie uzdrowi sytuacji. Rozwiązanie takie jest jednak ciekawe pod warunkiem, że region zarabia już krocie na turystyce i kiedy jest bogaty, a nie wówczas gdy jest biedny jak mysz kościelna.
K: Wielu mieszkańców Szczawnicy bardzo krytycznie ocenia promocję i marketing miasta. Stosowane strategie nie przekładają się na wzrost dochodów z turystyki. Mimo niewątpliwych walorów okolicy, pensjonaty w Szczawnicy nie mają obłożenia satysfakcjonującego właścicieli. Czy to jest efekt braku umiejętności marketingowych władz? W czym, zdaniem Pana, jako eksperta, tkwi problem?
PT: Brak promocji Szczawnicy przez obecną władzę może mieć jakiś cel i głębszy wymiar. Może włodarze chcą mieć święty spokój? Prawdopodobnie burmistrz czuje się silny, bo jego pozycja jest podbudowana relacjami z wpływowymi ludźmi - Szczawnicę odwiedził przecież prezydent i premier. Należy zauważyć, że prężnie działająca turystyka to nie tylko zyski dla mieszkańców i miasta, ale to także hałas i kłopotliwe tłumy ludzi. Bardzo często obserwuję taką sytuację w Polsce, że włodarze są zainteresowani wyłącznie sobą i losem swoich własnych rodzin, a najmniej mieszkańcami danego regionu. To niestety polska norma indywidualizmu źle pojętego, czyli skrzyżowanie egoizmu, nepotyzmu i karykaturalnej dbałości o interesy, czyli chęć zabezpieczenia swojego własnego bytu i nic więcej.
K: To dość nietypowy punkt widzenia.
PT: Nie do końca. Burmistrz wcale nie musi być zainteresowany wzmożoną promocją miasta; urząd, który reprezentuje, dysponuje pulą finansową, a on sam może nie potrzebuje czerpać dodatkowych środków z turystyki.
K: Takim działaniem naraziłby się mieszkańcom.
PT: Spotkałem się kiedyś z taką sytuacją w Norwegii: aby dojechać do jednej z małych miejscowości, trzeba było objechać ją, nadkładając 75 km. Zainteresowany takim stanem rzeczy postanowiłem zapytać burmistrza tegoż miasteczka, dlaczego nie zainwestują w most, który umożliwiłby o wiele szybszy dojazd? Na moje pytanie odpowiedział, że most byłby już dawno wybudowany, gdyby tylko była taka wola mieszkańców. Jednak bez ich zgody nie może takiej decyzji podjąć. W tej kwestii odbyło się nawet referendum, w którym aż 90% bogatych mieszkańców opowiedziało się przeciwko budowie przeprawy. Głównym czynnikiem, mającym wpływ na taki wynik głosowania, była obawa przed hałasem, który uległby natężeniu, gdyby droga biegła przez miasteczko, a mieszkańcy byli przyzwyczajeni do ciszy i spokoju. W analogicznych sytuacjach na rodzimym, polskim gruncie różnica polega na tym, że to nie mieszkańcy decydują o tym czego chcą, a czego nie, ale układy i układziki.
K: Przebudowano drogę prowadzącą do Szczawnicy. W Krościenku przed mostem zrobiono rondo. Przez reorganizację ruchu wjazd i wyjazd ze Szczawnicy jest utrudniony. Nawet niewielka ilość przyjeżdżających i wyjeżdżających turystów musi liczyć się z korkami, ale trudno za taki projekt winić burmistrza Szczawnicy.
PT: To sytuacja, gdzie działania w różnych miejscach, które na pozór nie są powiązane ze sobą, skutecznie paraliżują daną miejscowość. Ale to mogą być tylko pozory, ponieważ ktoś mógł zadbać o to, żeby tych działań po prostu ze sobą nie łączyć.
K: Jakiś czas temu odbyła się w Zakopanem konferencja dotycząca budżetu obywatelskiego. Burmistrz Zakopanego zaprosił na nią prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego. Pomimo że, jedno i drugie miasto jest bardzo dobrze wypromowane, to widać, że panowie nie odpuszczają dalszych działań, wzmagają i potęgują marketing.
PT: Przyjęli bardzo dobrą strategię, którą warto przeszczepić na szczawnicki grunt. Uzdrowisko Szczawnica powinno być polską Szwajcarią. Już kilkakrotnie zabierałem głos na temat tego co się dzieje w mieście. Jestem świadomy rządzących nim mechanizmów, panujących układów. W miejscu o takich walorach i potencjale wszystko powinno działać sprawnie i na najwyższych obrotach, tymczasem panuje całkowita degrengolada i bierność. Można to zmienić i jest dobry okres by to zmienić. To miasteczko uzdrowiskowe należy wyzwolić z rąk polityków, którzy nie mają żadnego pojęcia o podstawowych zasadach marketingu, a do tego zachowują się jeszcze jak przywódcy krajów totalitarnych. Ten region może wreszcie ożyć i rozkwitnąć turystycznie.
K: Jest Pan czołowym marketingowcem - ile w Pana ocenie potrzeba czasu, żeby dźwignąć Szczawnicę i wprowadzić ją na poziom dorównujący takim kurortom jak Zakopane czy Sopot?
PT: Na pewno potrzebny jest pewien okres, jednak wcale nie tak długi, ponieważ region posiada już bogate walory krajobrazowe, w miarę czyste powietrze i słynne, lecznicze wody. To jest kwestia wyjścia z tymi szczawnickimi atutami na teren Polski i Europy. Proszę zwrócić uwagę, bez przerwy mówi się o osi, która przebiega na linii Sopot-Warszawa- Zakopane, potem wspomina się o Wrocławiu czy Górach Stołowych. O tej południowej części w ogóle się nie słyszy, tak jakby to nie była już Polska, ale Galicja - nie należąca terytorialnie do nas. Szczawnica to promocyjnie martwy region i zapewne ktoś ponosi za to odpowiedzialność.
K: Nie jest Pan mieszkańcem Szczawnicy a dobrze rozumie Pan jej problemy.
PT: Mieszkam teraz, co prawda na Florydzie, ale Szczawnica zawsze była bliska mojemu sercu, ponieważ właśnie tu przeżywałem swoją pierwszą miłość i mam najpiękniejsze wspomnienia związane właśnie ze Szczawnicą. Nie chciałbym być odebrany zbyt mało skromnie, ale też nie muszę się krygować i bić piany, od dawna pozwalam sobie na daleko posuniętą otwartość, szczerość i bezpośredniość – w końcu uczę tego też swoich klientów, dlatego powiem krótko: Wybierzcie mnie albo któregoś z moich stałych współpracowników, bo mam w swoim gronie najlepszych w Polsce ludzi, a uczynię w ciągu półtora roku, Szczawnicę – polską Szwajcarią, nie tylko dlatego, że wiem jak skutecznie taki region wypromować, ale też i dlatego, że Szczawnica może być perłą turystyczno - inwestycyjną w Polsce, dzięki moim kontaktom z USA oraz wśród inwestorów z Dubaju, z którymi rozpoczynam bardzo ścisłą współpracę.
K: Czy mieszkańcy Szczawnicy uwierzą w Pana kandydaturę?
PT: Mówię o tym bardzo serio, bez fałszywej skromności – to prawda, ale i bez zakłamania i obłudy. Szkoda mi Szczawnicy, a poza tym, sukces w jej promocji byłby dla mnie bardzo ważnym punktem w mojej karierze. Z pewnością nie zawiódłbym mieszkańców, zwyczajnie dlatego, że nie mogę sobie pozwolić na marketingowo- PR-ową klęskę, a poza tym – kocham Szczawnicę. Myślę, że to wystarczy, ponieważ wszystkie inne sprawy można błyskawicznie poznać, nauczyć się. Proszę serdecznie pozdrowić wszystkich mieszkańców ode mnie.







