Drukuj

Tymochowicz: Kandydat mimo woli! - Zrobiłem dla Szczawniczan więcej niż Tusk, niż Komorowski

kolaz3

Nie rozumiem, dlaczego w Szczawnicy urzędnicy walczą z mieszkańcami, którzy zaufali im i oddali na nich głosy?

Tusk i Komorowski, przyjeżdżając do Szczawnicy, utrzymując kontakt z włodarzami miasta tak naprawdę popierali i podtrzymywali istniejący i panujący tutaj reżim. Szczawnica chyba zarządzana jest przez nikczemników, którzy mają swoich popleczników w prokuraturze.

 

   Wywiad „Kuriera Pienińskiego” z Piotrem Tymochowiczem, który wyjaśnia jak doszło do tego, że okrzyknięto go kandydatem na burmistrza miasta i gminy Szczawnica.

 Kurier: Przyjechał Pan do Szczawnicy w celu przeprowadzenia bezpłatnego szkolenia z zakresu strategii marketingowych dla regionu oraz skutecznej promocji własnego obiektu turystycznego. Jak to się stało, że okrzyknięto Pana kandydatem na fotel burmistrza Szczawnicy?

 Piotr Tymochowicz: Tak, przyjechałem do Szczawnicy, aby zaproponować tutejszym rządzącym strategie rozwoju dla miasta, oraz aby pokazać ludziom jak mają promować swoje pensjonaty, hotele, pokoje gościnne. Z taką myślą przybyłem do uzdrowiska, i z takim nastawieniem szedłem na spotkanie do sali Kinoteatru „Pieniny”. Długie, ale niezwykle gorące i owacyjne przyjęcie przez mieszkańców dało mi czas na rozejrzenie się po sali i rozeznanie w sytuacji w jakiej się znalazłem. Kiedy uświadomiłem sobie, że wśród zebranych nie ma przedstawicieli z urzędu miasta to zdałem sobie sprawę, że tutejsza władza nie jest zainteresowana poprawą życia mieszkańców i ich losu, bo przecież o strategiach rozwoju dla Szczawnicy chciałem porozmawiać nie z mieszkańcami, ale z urzędnikami, bo tylko oni są władni, aby je wprowadzić w życie. Miałem w pamięci fakt, że Szczawnica jest jednym z najbardziej zadłużonych miast Polski. Wielokrotnie także zabierałem głos na łamach „Kuriera Pienińskiego” komentując pewne wydarzenia, które miały miejsce w uzdrowisku.

Postanowiłem rozpocząć pewną grę. Skontaktowałem się z organizatorem, podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami i zapytałem, czy mogę zmienić konwencję prowadzenia zajęć i czy wyraża zgodę na to, abym rozważył publicznie propozycję autora listu dotyczącą mojej kandydatury na burmistrza miasta i gminy Szczawnica. Zaznaczyłem, że to będzie prowokacja.

 K: Co na to organizator? Podzielił Pana spostrzeżenia? Wyraził zgodę na zmiany?

 PT: Od organizatora usłyszałem, że to może być źle odebrane, ponieważ przyjechałem w konkretnym celu. Podzielił jednak moje zdanie, że włodarze nie są zainteresowani poprawą jakości życia mieszkańców i pozostawił mi wolny wybór, jeśli chodzi o tok prowadzenia szkolenia. Ja jednak nie mogłem patrzeć na takie lekceważenie mieszkańców, na totalny brak zaangażowania urzędu miasta w wydarzenia, które mają miejsce w gminie. Bywam w różnych miejscach, w Polsce i na świecie, ale po raz pierwszy spotkałem się z taką sytuacją. Rozumiem, że ktoś z urzędników może nie zgadzać się z moimi tezami, może nie lubić mnie osobiście, ale to nie zmienia faktu, że mają oni obowiązek zabiegać o interesy mieszkańców. Próbowałem sobie wyobrazić jak czują się mieszkańcy, na których spada obowiązek promocji miasta. Wywołało to we mnie takie emocje, że postanowiłem podjąć pewną grę - chciałem sprawdzić jak mieszkańcy zareagują gdy zaproponuję im swoją kandydaturę na burmistrza.

 K: Taki kandydat mimo woli? Jak mieszkańcy przyjęli taką deklarację?

 PT: Przyjęli ją bardzo ciepło, a nawet zaproponowano mi po moim wystąpieniu spotkanie, na które udałem się do gościńca „Amon” w Jaworkach. To świadczy o tym, że ci ludzie naprawdę chcą zmian. Są gotowi na wszystko, byle im wreszcie ktoś pomógł. Zdawałem sobie jednak doskonale sprawę, że moja deklaracja, jeśli popatrzy się na nią z dystansu czasowego, wzbudzi obawy i zostanie odrzucona.

 K: Zaraz na drugi dzień było głośno w lokalnych mediach o Pana decyzji.

 PT: Tak, właśnie o to chodziło. „Tygodnik Podhalański” przyjął „zaproszenie” do gry.

 K: Z publikacji wynikało, że KWW Promocja i Rozwój Szczawnicy zarejestruje Pana jako kandydata na burmistrza oraz, że jest Pan popierany przez czytelników „Kuriera Pienińskiego”. Dziennikarze "Tygodnika Podhalańskiego" nawet nie zapytali nikogo z komitetu czy to prawda.

 PT: Tak, to nie było prawdą ale nie było potrzeby prostować takiej informacji, ponieważ doskonale wkomponowała się ona w naszą sytuację. Opublikowany przez nich materiał dostarczył informacji mieszkańcom. Publikacja stała się dopowiedzeniem, komentarzem do mojej wypowiedzi. Spowodowała, że sytuacja zyskała na dynamizmie, została podkręcona i zrodziła jeszcze większą niepewność. Skontaktowali się ze mną także dziennikarze gazet ogólnopolskich, udzieliłem kilku wywiadów.

 K: Ale „Tygodnik Podhalański” nie poprzestał na tej jednej publikacji. Po kilku dniach ukazała się kolejna - w wydaniu papierowym. Ujawniły się w niej obawy dotyczące tego, że obcy będzie rządził miastem.

 PT: Moja kandydatura miała właśnie takie obawy wywołać. Zawsze jest tak, że jeśli ludziom coś zagraża, mogą stracić swoją małą ojczyznę, że obcy będą rządzić ich miastem, to wówczas mobilizują się, podejmują działania by temu zapobiec. Wszystkie relacje z mojego pobytu były odczytywane jednoznacznie, przez pryzmat jaki narzucił "Tygodnik Podhalański" – Tymochowicz kandydatem na burmistrza Szczawnicy. Do tego wywiady z samorządowcami z prośbą o komentarz wzmacniały to wrażenie.

 

 K: Ale czemu to miało służyć? Po co działania tego typu?

 PT: W tym czasie było już wiadomo, że kontrkandydat popierany przez opozycję zachowuje się dość dziwnie, nie prowadzi kampanii, właściwie było widoczne, że zdradził mieszkańców Szczawnicy. Było też podejrzenie, że mógł iść na układ z obecnym burmistrzem. Jest to wszystko dalece prawdopodobne, ponieważ miały pojawić się kolejne informacje na temat nieprawidłowości inwestycyjnych. Wówczas było już pewne, że mieszkańcy nie będą w stanie podjąć walki, by wystawić kolejnego kontrkandydata na fotel burmistrza Szczawnicy.

 K: Czyli chodziło o to, by pobudzić mieszkańców Szczawnicy do działania, do wzięcia spraw w swoje ręce, jeśli chodzi o wybory samorządowe?

 PT: Tak, to był główny powód.

 K: A czy zastanawiał się Pan nad konsekwencjami swojej decyzji? A gdyby jednak wybrano Pana burmistrzem miasta i gminy Szczawnica? Co wtedy? Zarządzanie miastem, które posiada taki balast zadłużenia nie byłoby łatwe.

 PT: Szczawnica potrzebuje dobrego gospodarza, który skutecznie by ją wypromował i zadbał o interesy lokalnej społeczności. Chciałbym powiedzieć, że jeśli rzeczywiście miałbym możność zostać burmistrzem Szczawnicy to, tak jak już mówiłem na spotkaniu, potrzebowałbym półtorej roku, aby efekty były widoczne i odczuwalne. Oczywiście powinny zostać wprowadzone te mechanizmy, o których wspominałem, czyli referendum. Zdalne zarządzanie jest możliwe, w dobie Internetu nie stanowi ono żadnej przeszkody. Co z tego, że włodarze Szczawnicy są na miejscu, na wyciagnięcie ręki, skoro takim wyzwaniem – nie do pokonania – okazało się przybycie na spotkanie?

 K: Od spotkania minęło już trochę czasu. Czy z tej perspektywy nie żałuje Pan swojej „deklaracji” złożonej mieszkańcom Szczawnicy, jeśli nawet była to uzasadniona prowokacja?

 PT: Nie, niczego nie żałuję. Owszem, była to pewna gra, podjęta pod wpływem emocji, ale absolutnie nie zmieniam zdania. Po raz kolejny podkreślę, że kocham Szczawnicę jak dziecko adoptowane i mam do niej sentyment. Dlatego zrobiłbym wszystko by postawić ją na nogi i przywrócić jej wizerunek medialny. Poza tym żal mi tych ludzi, którzy muszą codziennie zmagać się z despotycznymi rządami. Nie może tak być, aby straż miejska zamiast chronić ludzi, szykanowała ich. Mieszkańcy na spotkaniu rzucili się na mnie, jedni mi gratulowali pomysłu, a inni skarżyli się.

 K: Co najbardziej zapadło w Pana pamięci z rozmów przeprowadzonych z mieszkańcami?

 PT: W trakcie przeprowadzonych rozmów z mieszkańcami nie mogłem uwierzyć, że tak wiele bulwersujących spraw nie jest nagłaśnianych w lokalnych mediach. Niektóre sytuacje były przerażające. Zdziwiła mnie historia pana Józefa Ciesielki. Wysłuchałem jej od początku do końca. Człowiek, który poinformował o nieprawidłowościach, który wyraził swoje zdanie, był ciągany po sądach, bo podważył zaufanie społeczne burmistrza do pełnionej przez niego funkcji. To jest żenujące! Szczawnica leży w Polsce, a Polska to kraj demokratyczny. Ale to nie koniec tej historii, która ostatecznie przeradza się w groteskę. Według relacji to sąd zwolnił go z obciążenia kosztów procesowych oraz nie nałożył na niego żadnej kary finansowej, ale kwoty zadośćuczynienia zażądał burmistrz!

 K: Tak, losy mieszkańców często są szokujące i bulwersujące.  

 PT: Z tego co mi mówiono, Ciesielka miał bardzo trudną sytuacje finansową oraz niepełnosprawne dziecko, dlatego poprosił, aby karę finansową zamieniono mu na karę chłosty. W tej historii tragizm łączy się z komizmem. Nie rozumiem, dlaczego w Szczawnicy urzędnicy walczą z mieszkańcami, którzy zaufali im i oddali na nich głosy? Wybrali ich na swoich reprezentantów w sprawowaniu funkcji politycznych. Kara chłosty w XXI w., do tego zastraszanie dziennikarzy, smsy z pogróżkami, to pokazuje, że Szczawnica chyba zarządzana jest przez nikczemników, którzy mają swoich popleczników w prokuraturze.

 K: W rozmowach padły najbardziej skrajne przypadki.

 PT: Wysłuchałem także innej historii - państwa Gabrysiów, którzy są nękani przez radnego. To jest nie do pomyślenia, a co najgorsze burmistrz, mimo próśb, nie reaguje. To jest skandaliczne! Doszło tam do sytuacji, w której duszono człowieka, mówiąc dosłownie, chciano popełnić morderstwo. Zgłoszenie tej sprawy do prokuratury nie wniosło zupełnie nic. Wymiar sprawiedliwości pokazał po raz kolejny, że nic się nie stało. Kto w takim razie ma pomagać mieszkańcom jak nie burmistrz? Przyczyną konfliktu stał się dom, który ma dwóch właścicieli. Takie sytuacje się zdarzają, można nawet zrozumieć to, że jest w nią zaangażowany radny, ale sposób rozstrzygania tego sporu, który ma przyzwolenie urzędu miasta jest ewenementem w skali całego kraju. O tym powinno być głośno. Podałem skrajne przypadki. Osobiście uważam, że tymi problemami powinny zająć się odpowiednie służby i zrobić porządek w Szczawnicy.

 K: W tym miejscu należy dokonać pewnego sprostowania. Nastąpił zwrot w tej sprawie. Burmistrz wreszcie zareagował i na swoich listach wyborczych nie wystawił po raz trzeci radnego, który dopuszcza się szykanowania i przemocy wobec państwa Gabrysiów. Czyżby wizyta Tymochowicza w Szczawnicy i uzyskanie informacji na temat tego konfliktu przyniosły nieoczekiwane efekty?

 PT: Przypuszczam, że mój pobyt w Szczawnicy i posiadanie wiedzy w tym zakresie przyczyniły się w dużym stopniu do podjęcia takiej decyzji przez burmistrza. Należy zdać sobie sprawę, że wizerunek burmistrza i urzędu budują wszyscy ludzie, którzy go otaczają. Takie zachowanie radnego stawiało w złym świetle burmistrza, gdyby go wystawił ponownie utonął by razem z nim. Uważam, że zrobiłem więcej niż Donald Tusk, więcej niż Bronisław Komorowski, bo przyjechałem do Szczawnicy, nie po to by tylko być, by odwiedzić najbardziej reprezentacyjne miejsca w uzdrowisku, ale po to, by wysłuchać ludzi. Ich historie mnie poruszyły, a sam fakt, że ja posiadam taką wiedzę jest motywujący dla włodarzy miasta. I z tego co Pan mówi pierwsze efekty już są. Tusk i Komorowski, przyjeżdżając do Szczawnicy, utrzymując kontakt z włodarzami miasta tak naprawdę popierali i podtrzymywali istniejący i panujący tutaj reżim.

 K: Jakie jest Pana zdanie na temat Szczawnicy po zapoznaniu się z problemami jej mieszkańców i sposobem sprawowania władzy?

 PT: Rozczarowała mnie Szczawnica pod względem prowadzonej polityki. Kto by pomyślał, że takie piękne miasto boryka się z takimi problemami. Mało kto z tego zdaje sobie sprawę. Słyszy się tylko o olbrzymim zadłużeniu, a o losie mieszkańców nie wspomina nikt, co jest błędem i uważam, że najwyższy czas to zmienić. Nie da się wszystkiego ukryć pod planami inwestycyjnymi. Chociaż miasto sprawia wrażenie kurortu rozwijającego się, w rzeczywistości jest zadłużone, a inwestycje, jak się okazało, to typowe fuszery. Zewsząd zaś słychać głosy mieszkańców niezadowolonych z prowadzonej polityki, rozczarowanych i skrzywdzonych.

 K: W Szczawnicy każdy kto odważy się wystąpić przeciwko burmistrzowi jest karany. Angażowana jest w to straż miejska. Nawet pojawienie się kontrkandydata podczas wyborów jest postrzegane jako wykroczenie albo przestępstwo, za które grozi szereg konsekwencji. Przypadek kandydata na burmistrza sprzed 4 lat doskonale to ilustruje. Po przegranych wyborach musiał wyprowadzić się do Warszawy.

 PT: O Szczawnicy zrobiło się głośno, nie tylko w mediach lokalnych, ale także w mediach ogólnopolskich. Wierzę, że poprzez medialne nagłośnienie wielu spraw, nie tylko przybędzie turystów w uzdrowisku, ale przede wszystkim pomoże to pokrzywdzonym mieszkańcom odzyskać spokój lub znaleźć mediatorów ich trudnych spraw. Już są pierwsze zauważalne efekty. Władza nie jest mi potrzebna do niczego, natomiast podźwignięcie Szczawnicy i wyciągnięcie jej z marazmu jak najbardziej by mnie ucieszyło. To byłby mój największy życiowy sukces.

 K: Może nadarzy się okazja, bo kolejnym kandydatem na stanowisko jest osoba związana z PKL – em, kobieta, bardzo odpowiedzialna wrażliwa na ludzką krzywdę na nierówności społeczne.

 PT: To mnie bardzo cieszy, bardzo dobrze, że jest to kobieta, ponieważ panie są wrażliwsze na problemy, wykazują się niebywałą empatią, są zaradne, dbają o miasto jak o własną rodzinę. Potrafią doskonale działać na kilku płaszczyznach równocześnie, są zorganizowane, dodatkowo posiadają podzielną uwagę i są wytrzymałe. Te cechy z pewnością przełożą się na gospodarność i sprawne zarządzanie miastem.

 K: Czy Piotr Tymochowicz żegna się ze Szczawnicą na stałe?

 PT: Absolutnie nie, będę z uwagą obserwował to co dzieje się w Szczawnicy. Chcę być komentatorem tutejszych wydarzeń. Chcę wiedzieć co dzieje się z miejscem, do którego mam taki sentyment. Przyszłej pani burmistrz życzę sukcesów w kampanii wyborczej i deklaruję, że jeśli zwycięży i będzie potrzebować wsparcia w zakresie marketingu i promocji gminy to służę swoją pomocą.

 K: Najbliższe plany?

 PT: Za kilka dni wylatuję do Wietnamu, tak jak mówiłem otwieram swoje przedstawicielstwa w kilkunastu krajach świata.

 K: Dziękuję za udzielenie wywiadu.